Artykuły o Polish Polka

Poniżej zamieszczamy tłumaczenia artykułów o fenomenie polish polki w Stanach i Kanadzie, a także linki do oryginalnych, przede wszystkim amerykańskich tekstów. Znajdziecie tam podstawowe, encyklopedyczne informacje o historii tego muzycznego zjawiska, a także kilka artykułów o wpływach tej muzyki na współczesną muzykę taneczną w Polsce. Zachęcamy do lektury!

Triumfalny powrót disco polo

Igor T. Miecik

Triumfalny powrót disco polo
Newsweek.pl 21 marca 2011 18:58

Dekadę temu zespoły disco polo, bojkotowane przez publiczne radio i telewizję, zapełniały sale koncertowe. Dzisiaj enfant terrible polskiej sceny muzycznej triumfalnie powraca.

 

Szanowny Panie, jesteśmy zainteresowani nabyciem praw autorskich do utworu „Mydełko Fa”. Chcielibyśmy, by ten niezapomniany przebój wszech czasów promował płytę z utworami z tamtych lat. Pierwszy e-mail tej treści Marek Kondrat dostał jakieś pół roku temu. Jeszcze przed wrześniową emisją programu Kuby Wojewódzkiego, gdzie po raz pierwszy w życiu, siedemnaście lat po powstaniu "Mydełka", wykonał tę piosenkę publicznie. - Renesans disco polo? - Kondrat nie jest ani trochę zdziwiony. - Bez wątpienia nadchodzi. Wystarczy sprawdzić w internecie. Tam disco polo znalazło swój azyl. Zatem szukaj: disco polo. Wyniki wyszukiwania: piosenki do ściągnięcia, teksty utworów, zespoły, teledyski, terminy koncertów, fankluby. W sumie ponad cztery tysiące linków.


Szukaj: Shazza. Wyniki wyszukiwania: Wikipedia: "Właściwie Magdalena Pańkowska, polska piosenkarka, niegdyś przedstawicielka nurtu disco polo. Skończyła średnią szkołę muzyczną i technikum elektroniczne". Internauta o ksywce Remuś pisze z rozrzewnieniem: "Ach, gdzie te czasy, gdy Shazza w 1996 roku triumfowała na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu". Ktoś inny wspomina nagą Shazzę w "Playboyu" z roku 2000. "Nie wytrzymam!!! " - pisze. Ale jest też wywiad dla "Dzień dobry TVN" sprzed zaledwie kilkunastu dni. "Królowa disco polo wraca" - głoszą komentarze fanów. Dalej entuzjastyczne opinie o koncercie na dachu budynku TVN. Shazza przypomniała przebój "Bajabongo" w wersji latynoamerykańskiej! I zapowiedziała powrót. Na wiosnę - z nową płytą. Szukaj: Top One. Inne słowa kluczowe: "Ciao ciao Italia, ciao arrivederci". Ostatnie informacje: terminy koncertów zespołu są zaplanowane do sierpnia przyszłego roku. Szukaj: Bayer Full. Inne słowa kluczowe: "Majteczki w kropeczki ło ho ho ho". Wypowiedź lidera Sławomira Świerzyńskiego z połowy grudnia tego roku: "Dziewczyny znów szaleją i rzucają mi staniki z numerem telefonu. Wydajemy płytę z największymi przebojami. Mamy zamówienie na 100 tysięcy egzemplarzy". Szukaj: Boys. Inne słowa kluczowe: "Niech żyje wolność, wolność i swoboda, niech żyje zabawa i dziewczyna młoda". Artykuły o zespole z "Faktu" i "Super Ekspressu".

Płyta z remiksami największych przebojów już na rynku. Boysi zagrać mają podczas koncertu sylwestrowego w Warszawie. Teledysk "Jesteś szalona" na YouTube - tysiąc dwieście odsłon w ciągu tygodnia. Najśmielsze oczekiwania Kondrata przeszła także liczba listów dotyczących "Mydełka Fa". Nie potrafi ich policzyć. Przed laty miał okazję przekonać się o potędze disco polo. - Kilka tygodni po premierze "Mydełka Fa" przechodzień na ulicy wskazał mnie znajomemu, mówiąc: "Zobacz, to ten facet od mydełka". Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać. Poczułem, że sprawy zaszły zbyt daleko - wspomina Kondrat. Piosenka, która miała być pastiszem, stała się przebojem. Rozbrzmiewała w całym kraju, na wszystkich bazarowych stoiskach z kasetami. Naród to kupił, a disco polo pokazało swoją prawdziwą siłę i mimo bojkotu mediów stało się najpopularniejszym gatunkiem muzyki w Polsce. Nie grano go w radiu, ale rozbrzmiewało wszędzie - na bazarze i w spożywczaku, w barze i na poczcie, na plaży, na festynie, w setkach prowincjonalnych dyskotek, w taksówce, autobusie i radiowozie. W 1992 roku Polska Estrada do spółki z Telewizją Polską zorganizowała w warszawskiej Sali Kongresowej festiwal piosenki chodnikowej - bo sprzedawano ją na ulicznych chodnikach. Zabawę prowadził Janusz Weiss. Zespół Fanatic zapowiedział tak: "Ta sala wytrzymała przemówienie Leonida Breżniewa, wytrzyma więc też przebój zespołu Fanatic "Czarownica". Ale fani disco polo nie zwracali uwagi na złośliwości prowadzącego i bawili się świetnie. Sala pękała w szwach i gala przeszła do historii branży jako wielki sukces. Tacy wykonawcy, jak Bayer Full, Boys czy Shazza, zyskali status gwiazd, a discopolowe koncerty przeniosły się ze strażackich remiz do największych sal koncertowych w kraju. W katowickim Spodku w 1995 roku na gali disco polo padł niepobity do dziś rekord frekwencji na sali - 13 tysięcy widzów.

Boys chcą być jak Depeche Mode Pomimo tych sukcesów disco polo aż do ostatnich dni swojego złotego wieku przypominało bazarowy underground. Opowieści ludzi z branży: wydawców, muzyków, właścicieli dyskotek - są niemal kopią wspomnień brytyjskich punkowców z przełomu lat 70. i 80. Muzycy bez wykształcenia, wydawcy bez pieniędzy - jedni i drudzy z przypadku, bez związków z show-biznesem. Sesje nagraniowe w garażach, umowy na gębę, sprzęt chałupniczej produkcji, dystrybucja i promocja poza oficjalnym obiegiem. Jeśli nie liczyć programu "Disco Relax" w Polsacie, obecne głównie w branżowych fanzinach drukowanych przez wydawców magazynów porno. Tak wyglądał świat disco polo.

Marcin Miller, lider zespołu Boys: - To był czysty romantyzm. Naszym pierwszym profesjonalnym instrumentem była elektroniczna perkusja, kupiona za astronomiczną wówczas dla nas kwotę 3,5 mln zł (3,5 tys. po denominacji). Już na drugim koncercie została skradziona z zaplecza tancbudy, w której graliśmy. Większość sprzętu: głośniki, miksery, wzmacniacze, robiliśmy sami. Pierwszą płytę, a raczej kasetę nagraliśmy w moim garażu na pożyczonym od kolegi techniksie. Po prostu nacisnęliśmy rec przed pierwszą piosenką i stop, gdy wybrzmiała ostatnia. Na nagraniu słychać było przejeżdżający pociąg i skrzypienie drzwi, kiedy żona weszła z kanapkami. Nie było czasu na poprawki.

Miller wybrał wydawcę po obejrzeniu bazarowego stoiska z kasetami. Tam zobaczył, że wszystkie discopolowe zespoły sygnowane są marką Blue Star - Żyrardów. Spakował torbę, wziął kasetę z nagraniem skrzypiących drzwi w tle i wsiadł w pociąg do Żyrardowa. Jechał na miękkich nogach.
- Nikt z zespołu nawet nie marzył o tym, co się wkrótce miało stać. Tak naprawdę chcieliśmy grać tak jak nasi ówcześni idole: Duran Duran, Depeche Mode, INXS. Przygrywając na weselach, graliśmy ich kawałki, ale ludzie wtedy nie bawili się najlepiej. Cóż, wirtuozami nie byliśmy i to było słychać. Wychodziły karykatury. Ludzie żądali przebojów Top One, Fanatica, Bayer Fulla. To był nasz poziom, więc szło nam pierwszorzędnie, a sala szalała. "Wolność", nasz pierwszy wielki przebój, to też przeróbka. Zagraliśmy coś, co było pierwotnie walczykiem, na dwa, ot i cała tajemnica sukcesu. - Tydzień po powrocie z Żyrardowa - kontynuuje Miller - w drodze do pracy, a byłem wówczas urzędnikiem w rejonowym urzędzie pracy, na peronie zobaczyłem rozbawioną grupkę pasażerów, śpiewających przy odkręconym na full magnetofonie: "Niech żyje wolność, wolność i swoboda... ". Pomyślałem sobie: "Udało się! Będę sławny! ". W wytwórni Blue Star nikt nie zwrócił uwagi ani na przejeżdżający pociąg, ani na skrzypiące drzwi w nagraniu Boysów. Gdy właściciel Sławomir Skręta usłyszał "Wolność", taśma przywieziona przez Millera od razu poszła do kopiowania. Był rok 1992.

Masa z Kiełbasą przychodzą na kawkę Dziś Skręta, szczupły, cichy facet przed pięćdziesiątką w granatowym sweterku i wyświechtanych spodniach, jest cieniem dawnego siebie. Leszek Nowakowski z zespołu Fanatic, pierwszej grupy, jaką Skręta wydał, wspomina: - To człowiek, który wdrapał się z chodnika na szczyt i przeżył własny upadek. Zbił fortunę, miał kilka pięknych domów z basenami, jeździł lexusem, kiedy dla większości ludzi spełnieniem marzeń był polonez. Potrafił dogadać się z mafią i obronić przed nią swój interes. Z czasem Skręta zaczął inwestować w promocję zespołów jego zdaniem ambitniejszych, "dance'owych". Pokłócił się ze wspólnikami, którzy odchodząc, pociągnęli za sobą dziesiątki zespołów. W końcu sądząc, że disco polo się skończyło, sprzedał prawa do reszty zespołów ze swojej wytwórni. Ale gdy Miller stanął w drzwiach Blue Star, był jeszcze królem disco. Decydował, co wydać i promować w Polsacie, kto i gdzie zagra koncert. Zbudował imperium i wymyślił nazwę disco polo, choć zwiastuny discopolowego opętania pojawiły się już w latach 80.

W oficjalnym obiegu, na czarnych krążkach i liście przebojów Trójki, zapowiadał je Papa Dance, a w obiegu bazarowym - na kasetach i wiejskich weselach - Polskie Orły, zespół zza oceanu, gwiazda z chicagowskiego Jackowa. Do rozkwitu disco polo potrzebny był jednak wolny rynek i przełamanie monopolu państwowych koncernów płytowych. W końcu trudno sobie wyobrazić "Cztery razy po dwa razy, osiem razy raz po raz" na krążku Polskich Nagrań. Potrzebne były bazary, blaszane szczęki i przyczepy kempingowe, składane łóżka polowe na rogu każdej ulicy. To na tych polówkach, pomiędzy radzieckimi śrubokrętami i tureckimi sweterkami, sterty tanich kaset z niewyraźnymi poodbijanymi na ksero zdjęciami wykonawców sygnalizowały narodziny nowego stylu.

Skręta zaczynał pod koniec lat osiemdziesiątych na bazarze w podwarszawskim Milanówku od stoiska z kasetami, które szybko urosło do rozmiarów hurtowni. Któregoś dnia kilku stałych klientów chciało kupić kasetę popularnego w okolicy zespołu Fanatic, mówili, że świetny. Skręta nie miał takiej kasety. Odnalazł więc zespół, zaproponował sesję nagraniową. Dał magnetofon Unitra, swój garaż i jedno sobotnie popołudnie. Powielił to nagranie na pięciu tysiącach kaset. Zniknęły z półek hurtowni w dwa dni. Od tego się zaczęło. Skręta wspomina: - Co tydzień przyjeżdżał nowy zespół. Zamówiłem w upadających wówczas zakładach Unitra Diora w Dzierżoniowie pierwszą partię fabrycznie przerobionych decków. Mogły nagrywać sto kaset naraz. Kupiłem własną poligrafię do druku okładek. Wynająłem halę od podupadających zakładów włókniarskich. Magnetofony chodziły tam dzień i noc. Ludzie pracowali na trzy zmiany. Dwa lata po wydaniu Fanatica Blue Star zatrudniał czterdzieści osób. - Ruch w interesie był taki - opowiada Skręta - że jednego dnia w tej samej chwili miałem w poczekalni swojego gabinetu siedem ważnych osobistości. Burmistrza i proboszcza, którzy szukali zespołu na gminną i odpustową imprezę, poborcę ze skarbówki, komendanta policji z prośbą o oprawę artystyczną akcji "Bezpieczne miasto", przedstawiciela gangu żoliborskiego ps. Ksiądz, który przyszedł po comiesięczny haracz, i "Masę" z "Kiełbasą" z mafii pruszkowskiej, którzy uznali, że wytwórnia jest na ich terenie, i przyszli przejąć "opiekę" nad nią od owego "Księdza". Wszyscy siedzieli tam sobie i gawędzili.

To była całkowita partyzantka. Cały interes polegał na tym, by jak najwięcej kopii sprzedać w pierwszych trzech dniach po premierze. Trzy dni - tyle było trzeba, by bazary zalała fala kopii pirackich. Dziesiątki setki magnetofonów w całej Polsce przejmowało premierowe nagranie i kopiowało, kopiowało, kopiowało... Wtedy, by utrzymać się na rynku, trzeba było nagrać i wydać nowy materiał oraz nowy zespół. Czasem i tych trzech dni nie starczało. Kiedyś materiał zespołu Top One, który miał premierę zapowiedzianą na poniedziałek, pojawił się na bazarach w całym kraju już w piątek poprzedzający premierę. Ktoś musiał zdobyć i wynieść z firmy jedną z taśm. - Odkąd w Polsacie pojawił się program "Disco Relax", zaczęliśmy robić teledyski - ciągnie dalej Skręta. - Tu też wszystko stało na głowie. To nie program mnie, ale ja programowi płaciłem za wprowadzenie teledysku na antenę. I były to duże pieniądze. Na tyle duże, że przed denominacją trzeba było nesesera, by je spakować. Jechało się więc do telewizji z kasetą i walizką pieniędzy. Jak na gangsterskich filmach. Paweł Kucharski, lider Top One, uważa, że właśnie wtedy zaczął się upadek disco polo. - Promowano zupełne kurioza, totalny chłam. Kto płacił, ten miał przebój. Do tego doszły rozpaczliwe, powodowane kompleksami próby zrobienia z disco polo techno, house albo dance. Wychodziło gorzej niż źle, bo śmiesznie. Starzy fani tego nie kupowali, a dla grupy docelowej to nadal była wiocha. Ta konstrukcja musiała runąć.

Burak strzela karpia, czyli granie z playbacku - Do pewnego momentu opór był mężny - twierdzi Leszek Nowakowski z Fanatica. - Chłopaki, szczególnie w mateczniku disco polo, w Białymstoku, ostentacyjnie, mając świadomość, co to znaczy, zakładali mokasyny z białymi skarpetkami do błyszczących dresików. Ich zachowanie zaczynało mieć wręcz cechy subkultury. Ale opinia, że disco polo to obciach, zataczała coraz szersze kręgi.
Niemal każdy z discopolowych muzyków pamięta jakąś przykrą sytuację, w której okazywało się, że nie są muzykami, tylko burakami. Kiedy w koncercie życzeń radiowej Jedynki ktoś poprosił o "Ciao ciao, Italia" Top One, prowadzący powiedział: - To nie powinno nigdy polecieć w radiu, ale koncert życzeń to wyjątkowa sytuacja, decydują słuchacze.

Marcin Miller pamięta, że kiedyś zaproszono go na bankiet jednego z kolorowych tygodników dla kobiet. To była uroczystość na jego cześć, bo numer gazety z jego płytą sprzedał się najlepiej z całej przygotowanej przez wydawnictwo serii "Polska muzyka popularna". Były gratulacje, uśmiechy i pamiątkowy dyplom. Ale gdy wchodził na scenę, by zagrać, usłyszał przypadkiem: "Chodź, zobaczymy, jak burak strzela karpia".
Zespół Focus ma żal do białostockiego dodatku "Gazety Wyborczej". Kiedy zagrali charytatywny koncert w więzieniu, "Gazeta" dała tytuł "Jaka muzyka, taka publika".- Na zdjęciu była nasza tancerka, której w tańcu wyszły majtki - mówią muzycy. Schyłek nastąpił w chwili największego triumfu, gdy pojawiły się szanse na przełamanie medialnego bojkotu. W 1995 roku Top One nagrał hymn kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego ("Ole, Olek wygraj"), a jego sztabowcy szybko obliczyli, że zaowocowało to zdobyciem 9,2 proc. głosów. Politycy SLD wpadli na pomysł otwarcia radia, które grałoby tylko disco polo, a sprzyjało lewicy. Zaangażowali się w to doradca Kwaśniewskiego Witold Orłowski i Ryszard Ulicki, wówczas członek KRRiT. Ulicki świetnie znał branżę, pisał piosenki Januszowi Laskowskiemu, wykonawcy "Kolorowych jarmarków".

Rozmowy były bliskie finału, gdy gwiazda disco polo nieoczekiwanie i dość gwałtownie zaczęła gasnąć. Tak jakby Top One wyśpiewało sobie własną klęskę: "Wybierzmy przyszłość oraz styl".

Polska modernizowała się i spinała do cywilizacyjnego skoku. Bywalcy bazarów zaczęli się przenosić do wznoszonych w całym kraju galerii handlowych. Polsatowi wyrosła konkurencja w postaci TVN, który starał się stworzyć wokół siebie snobistyczną aurę nowoczesnego medium. Polsat musiał podjąć wyzwanie. Przaśna ramówka poszła pod nóż - jako pierwsze zostały wycięte brazylijskie tasiemce i disco polo. Program "Disco Relax" spadł z anteny. Gwiazdom disco polo pozostał powrót do remiz. Na zwolnione przez disco polo terytorium wkroczył hip-hop. "Majteczki w kropeczki" Bayer Full ustąpiły miejsca rapowym "Hej suczki my znamy wasze sztuczki" zespołu Ascetoholics. Na wiejskich weselach zaczęto grać "Bo do tanga trzeba dwojga" Budki Suflera. A telewizja odetchnęła z ulgą, mogąc pokazywać Ich Troje i Dodę. Kucharski: - Już cisza jest lepsza od tego, co dziś gra radio. A już na pewno lepsze jest disco polo.

© 2011 Newsweek Polska


Powrót...